O autorze
Mawia się, iż w życiu nie ma darmowych lunchów. Podobnie nikt nie rozdaje ich na rynku. Na swój lunch trzeba zapracować. Jako ekonomista nie szukam darmowych lunchów na rynku. Staram się unikać tych, które za cenę kolacji w pięciogwiazdkowym hotelu oferują nieświeżego kebaba. A jest ich niemało…

Gotówka Apple i chińskie dylematy

Chińczycy mają zwyczaj publikowania wielu raportów makroekonomicznych w trakcie weekendu. Dzięki temu inwestorzy finansowi mają szanse przemyśleć swoje reakcje, a same raporty nie są już tak „gorące” podczas poniedziałkowego otwarcia w Azji. To może być jeden z powodów zignorowania raportu o cenach domów przez media i rynki. Drugi powód jest taki, iż raport nie wpisuje się w ostatnie optymistyczne tendencje. Znacznie przyjemniej debatuje się o tym, na co Apple ma przeznaczyć sto miliardów dolarów. Ale problem na chińskim rynku nieruchomości rośnie.

Znamy już raporty o sprzedaży domów i cenach nieruchomości w chińskich miastach za luty i obydwa raporty nie nastrajają optymistycznie. Mimo iż sprzedaż była porównywalna do tej z 2010 roku, jej udział w PKB maleje. Jednocześnie udział inwestycji na tym rynku w PKB pozostaje rekordowo wysoki, co oznacza, że coraz większa ilość mieszkań nie znajduje nabywców. Nie dziwi więc negatywny wpływ tych tendencji na ceny: roczna dynamika cen na rynku wtórnym w pięciu największych miastach wyniosła w lutym -1,7% wobec -0,7% w styczniu. Dane są najgorsze od maja 2009.



Sytuacja na rynku nieruchomości to bardzo trudne wyzwanie dla chińskich władz. W ostatnim wystąpieniu premier Chin potwierdził, iż miary ograniczające inwestowanie w rynek nieruchomości przy wykorzystaniu dźwigni finansowej zostaną utrzymane, gdyż rządowi zależy, aby mieszkania były dostępne dla większości społeczeństwa. Jednak spadek cen rodzi ryzyko załamania się popytu inwestycyjnego, co może mieć katastrofalne skutki dla chińskiego wzrostu. Udział inwestycji w nieruchomości w strukturze PKB przekracza bowiem 13%, ponad dwukrotnie więcej niż w USA przed kryzysem (i sześciokrotnie więcej niż obecnie!).

Inwestorzy w Warszawie mają jeszcze jeden problem. Hossa spod znaku jabłka całkowicie ominęła GPW. Relacja indeksu WIG20 względem amerykańskiego S&P500 nie była tak niska od 7 lat, mimo iż w tym czasie polska gospodarka urosła znacznie szybciej niż amerykańska. Tym samym w głowach inwestorów może kołatać pytanie: „kupować” amerykański optymizm, czy „sprzedawać” chińskie problemy, wychodząc z założenia, że w końcu zostaną one dostrzeżone w doniesieniach agencyjnych na produktach firmy, która zgromadziła sto miliardów dolarów.

dr Przemysław Kwiecień
Główny Ekonomista
X-Trade Brokers DM S.A.
Trwa ładowanie komentarzy...